Do wybrania Wenezueli, jako celu naszej wyprawy, skłoniła nas promocyjna cena biletów lotniczych. Na podróż mogliśmy przeznaczyć jedynie 10 dni, dlatego musieliśmy zdecydować się, co najbardziej chcielibyśmy zobaczyć. Wybraliśmy pobyt w delcie Orinoko i zobaczenie najwyższego wodospadu świata – Angel Falls. Skontaktowaliśmy się z Wenezuelskim biurem podróży (osprey expeditions), które pomogło nam zrealizować nasze plany.
.jpg)
Z Warszawy przelecieliśmy do Caracas.
Nastepnie Wenezuelskimi liniami lotniczymi dotarliśmy do Maturinu, skąd
taksówką, a następnie łodzią dotarliśmy do delty Orinoko. Wydawało nam
się, że trafiliśmy na sam koniec świata, gdzie o cywilizacji jeszcze
nie słyszano. Zatrzymaliśmy się tam 3 dni na charakterystycznym
indiańskim campingu nad brzegiem Orinoko. Na terenie campingu byliśmy
my sami, tamtejszy przewodnik i kilku Indian do pomocy. Mieliśmy dużo
czasu na obserwowanie Orinoko, cudnych motyli, kolibrów, ptaków
egzotycznych i wsłuchiwanie się w odgłosy dżungli. Nasz przewodnik
zabrał nas na łowienie piranii samodzielnie zrobionymi wędkami –
całkiem niezłą sztukę jedliśmy potem na kolację. Odwiedziliśmy też
wioskę Indiańską i wybraliśmy się wgłąb dżungli. Wszystkie te wyprawy
dostarczały nam niesamowitych emocji. Piękno przyrody i różnorodność
zwierząt zachwycały nas. Spotkaliśmy tam małpy wyjce, żółwie, węża,
delfiny rzeczne, gniazda termitów, papugi, kolibry i wiele innych
nieznanych nam zwierząt.

Następnie awionetką przelecieliśmy do Parku Narodowego Canaima w celu
zobaczenia Angel Falls i innych wodospadów. Dotarcie do Angel Falls nie
było łatwe, gdyż była to pora sucha i trudno było podpłynąć łodzią typu
canoe w górę rzeki. Wyprawa zajęła nam ok. 6 godzin. Po obejrzeniu
najwyższego wodospadu świata spędziliśmy noc w pobliskim obozie śpiąc
na hamakach. Wszystkie wodospady wywarły na nas niesamowite wrażenia.
.jpg)
Ostatnie dwa dni przed podróżą do Polski spędziliśmy odpoczywając na
plaży małego miasteczka Puerto Colombia. Dotarliśmy tam niepowtarzalnym
Wenezuelskim autobusem, którego pasażerowie doskonale pokazali nam
temperament i zwyczaje Wenezuelczyków.

Następnie wypoczęci ale nienasyceni widokami i wolnością (przez 8 dni
bylismy poza wszelkim zasięgiem, odcięci od “świata”) musieliśmy wracać
do Polski.
























